Oficjalny serwis spółki PL.2012
2009.10.11 21:32:47
Powrót blogera, czyli dlaczego nie zabijać sędziów

Mimo, że do Nowego Roku pozostało jeszcze trochę czasu, ja mam już pierwsze "noworoczne" postanowienie. W odpowiedzi na tysiące, pochodzących ze wszystkich stron świata, listów, sms-ów oraz maili od zagorzałych fanów niniejszego bloga, zaniepokojonych moim milczeniem od daty 1000 dni do EURO 2012, informuję wszystkich, że żyję i obiecuję pisać o "moim Euro" z dużo większą częstotliwością.

Jednocześnie wiem, że do mistrzów blogowania Eurodeputowanych Czarneckiego (swoją drogą wielkiego miłośnika futbolu) i Migdalskiego, nie wspominając nawet o Pośle Palikocie, tak czy owak będzie mi bardzo daleko - ktoś powiedział mi np. ostatnio, że mam za długie wpisy. Z kolei post, który teraz czytacie muszę wpisywać po raz drugi jako, że wersja pierwsza wyparowała mi przed chwilą po użyciu jakiejś dziwnej kombinacji klawiszy.

W weekend obejrzałem bardzo ciekawy, wyświetlany w ramach Warszawskiego Festiwalu Filmowego, obraz "Zabić sędziego" Yves'a Hinant, pokazujący kulisy pracy sędziów podczas EURO 2008. Co się okazuje? Chłopaki podczas wykonywania swojej niełatwej  roboty klną pomiędzy sobą niczym bohaterowie wszystkich "podsłuchowych afer" współczesnej RP razem wzięci, Howard Webb, którego 3/4 z nas chciało linczować za rzekomy błąd podczas meczu z Austrią, wydaję się być naprawdę równym gościem, a świetny hiszpańskim arbiter Manuel Mejuto Gonzalez wolałby  sam sędziować mecz finałowy niż cieszyć się z wygrania Mistrzostw przez jego rodaków.

Zobaczymy, czy Hinant, albo inny reżyser zdecyduje się na zrobienie kolejnej części filmu za trzy lata. Jedno jest pewne, sędziom na EURO 2012 nie będzie łatwo. Jak to wyraziła się po seansie Doctor Ela,  zajmująca się przygotowaniem na EURO zabezpieczenia medycznego i ratownictwa - "W szatniach sędziów obowiązkowo trzeba będzie wstawiać defibrylator".

FOT. WFF